22.01.2015

Walka o Ziemię Świętą w średniowieczu - legenda a rzeczywistość

Autor: Maja Rudzka


Krucjaty, inaczej nazywane wyprawami krzyżowymi, były wojnami ogłaszanymi przez papieży i prowadzonymi w imię Jezusa Chrystusa w celu odzyskania chrześcijańskiego dziedzictwa lub w obronie chrześcijaństwa przed wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami. Niekiedy naznaczane piętnem legendy, w węższym znaczeniu były to po prostu wyprawy wojenne podejmowane w XI-XIII w. przez chrześcijańskie rycerstwo Europy Zachodniej w celu wyzwolenia Ziemi Świętej spod panowania muzułmańskiego. Odbywały się w latach 1096 – 1099 (I wyprawa rycerska), 1147 – 1149 (II wyprawa rycerska), 1189 – 1192 (III wyprawa rycerska), 1202 – 1204 (IV wyprawa rycerska), 1217 – 1221 (V wyprawa rycerska), 1248 – 1250 (VI wyprawa rycerska), 1270 (VII wyprawa rycerska). Dodatkowo miały miejsce wyprawy ludowe (w 1096 oraz 1147 roku) oraz sławna” i według niektórych wątpliwa, wyprawa dziecięca z 1212 roku. Można powiedzieć, że w późniejszym czasie walki tego typu przybrały formę „świętej wojny", przez dłuższy czas obcej chrześcijaństwu. 

Wyprawy krzyżowe podejmowane były na różnych terenach. Walki prowadzone przeciwko muzułmanom zauważano nawet w Hiszpanii i na Sycylii. Na zachodzie kończyły się na ziemiach Francji oraz morzach Oceanu Atlantyckiego, na północy w Anglii i w Niemczech, na wschodzie krzyżowcy najdalej dotarli do Konstantynopola, Akki, Jerozolimy oraz Kairu, a na południu do wybrzeży północno-zachodniej Afryki oraz wysp Morza Śródziemnego. Chęć „zbawienia przez wyzwolenie” stała się impulsem do podjęcia walki o odzyskanie Ziemi Świętej, znajdującej się od połowy XI w. pod panowaniem Turków seldżuckich. Jako pierwszy ideę takiej krucjaty podjął w 1074 roku Grzegorz VII. Do jej realizacji doprowadził jednak dopiero Urban II (uznawany za „ojca krucjat”), wzywając na synodzie w Clermont w 1095 r. do odebrania grobu Chrystusa z rąk niewiernych. 

Hasło to znalazło szeroki wydźwięk wśród większości społeczeństwa Europy. Głównie to jednak rycerze, którym za udział w krucjatach obiecano odpuszczenie grzechów i zbawienie, podejmowali się tego zadania. Przyczyną wypraw nie był jednak tylko aspekt religijny. Silnym bodźcem skłaniającym ich do udziału w wyprawie były także czynniki ekonomiczne, m.in. chęć wzbogacenia się, nadzieja chłopów na zmianę stosunków społecznych, obawa przed głodem zagrażającym Europie na początku 1096 r., czy wreszcie chęć wyzbycia się miast włoskich spod hegemonii handlu bizantyjskiego i arabskiego. 

Pierwszą krucjatą do Ziemi Świętej była zorganizowana w 1096 r. wyprawa ludowa, zwana również chłopską. Zjednoczyła wielu prostych ludzi, którzy zachęceni wizją prostego wzbogacenia się i pozyskania korzyści majątkowych, wyruszali na Bliski Wschód. Wyprawa ta zakończyła się niepowodzeniem i nie jest stricte uznawana za „właściwą” wyprawę, za jakie uważa się wyprawy rycerskie. Jej niepowodzenie tłumaczy się zbyt pochopnym postępowaniem i nieprzygotowaniem. Uczestnikom wyprawy ludowej nie udało się nawet dotrzeć do Ziemi Świętej. Istnieje niewiele znanych legend dotyczących tej wyprawy chłopskiej. 

Pierwszą „główną” wyprawą krzyżową była I wyprawa rycerska zorganizowana w latach 1096-1099.  Rycerze udali się najpierw do Konstantynopola, gdzie złożyli przysięgę na wierność cesarzowi oraz przysięgę lenną. Innowierców do wiary chrześcijańskiej nawracano mieczem. Zdobyto Jerozolimę, którą nazwano Królestwem Jerozolimy oraz utworzono hrabstwa Antiochii, Edessy i Trypolisu. Była to jedyna wyprawa zakończona sukcesem.  Najbardziej znaną legendą wiążącą z się z tą krucjatą jest opowieść o włóczni św. Maurycego. Rzekomo podczas I wyprawy rycerskiej do Antiochii rycerze znaleźli się w pułapce i otoczeni podwójnym pierścieniem wojsk tureckich, głodni i zmęczeni, marzyli o cudzie. Tylko św. Maurycy mógł ich uratować. Nagle jeden z kapłanów odnalazł świętą włócznię. Dla krzyżowców i pielgrzymów był to znak od Boga. Natchnieni siłą i odwagą, w czerwcu 1089 roku rozgromili turecką armię. Nikt nie wątpił, że pomogła w tym boska relikwia. 

II krucjata odbyła się w latach 1147-1149. Zainicjowana została przez króla francuskiego, Ludwika VII i cesarza niemieckiego, Konrada III, aby pomóc znajdującym się w Królestwie Jerozolimskim rycerzom. Niestety zabrakło współpracy między dowódcami. Słabym punktem wyprawy było działanie w dwóch grupach. Wyprawa Konrada III, osłabiona marszem do Konstantynopola, poniosła klęskę pod Doryleum. Reszta rycerstwa zawróciła albo dołączyła do Francuzów. Armia Ludwika VII została rozbita przez Turków. Zapanowało zniechęcenie i postanowiono odwrót. W czasie owej wyprawy krzyżowcom udało się jednak podbić Damaszek. Tym osiągnięciem rozwścieczyli Turków, którzy stali się bezpośrednim zagrożeniem dla Jerozolimy. Wyprawa zakończyła się totalnym niepowodzeniem. Mimo nielicznych łupów i zagarnięcia małych terenów, nie przyniosła żadnych pozytywnych wartości. W legendach i opowiadaniach także nie znajdziemy żadnych wiążących opisów tej wyprawy.

W latach 1189-1192 odbyła się III wyprawa krzyżowa, która była odpowiedzią na zdobycie Jerozolimy przez Turków. Jej przywódcami byli cesarz niemiecki Fryderyk I Barbarossa, król francuski Filip II August i król angielski Ryszard Lwie Serce. Wyprawa ta miała niezbyt fortunny przebieg, ponieważ Barbarossa utopił się w rzece Salef w Cylicji, czego następstwem był powrót Francuzów do domu. Król angielski natomiast w 1192 roku wynegocjował od Saladyna swobodny dostęp do grobu pańskiego. Legend, jak w przypadku pierwszej krucjaty było wiele. Jedna z nich opisuje historię Ryszarda Lwie Serce, który rzekomo swój przydomek otrzymał, kiedy, skazany na walkę z lwem, wyciągnął mu gołą ręką serce przez paszczę. Miał też karmić swoje oddziały ciałami saraceńskich jeńców, kiedy w obozie skończyły się zapasy żywności. Druga legenda, warta wspomnienia, dotyczy drogi Ryszarda do Ziemi Świętej. Statek, którym płynął wpadł w burzę, maszt zaczął trzeszczeć, a jego pęknięcie równało się z zatonięciem statku. Król nakazał przywiązać się do masztu i na własnych barkach podtrzymywał go przez całą burzę. Ta wersja przedstawia, jakoby Ryszard Lwie Serce miał uratować statek od niechybnej katastrofy. 

Najtragiczniejszy przebieg miała IV wyprawa krzyżowa, którą zorganizowano w latach 1202 - 1204. Zainicjowana została przez papieża Innocentego III, jednakże finansowana była przez Wenecjan. Wykorzystano krzyżowców, aby załatwić własne porachunki z Bizancjum i obsadzić Izaaka Angelosa na tronie. Krzyżowcy, zastraszeni widmem zapłaty Włochom, najpierw zdobyli dla Wenecji węgierskie miasto Zadar, a potem Konstantynopol. Doszło do złupienia Konstantynopola. Rezultatem IV wyprawy krzyżowej było więc obalenie cesarstwa bizantyjskiego. Na jego miejscu utworzono Cesarstwo Łacińskie, które przetrwało do 1261 r., kiedy to upada pod naporem Greków z Azji Mniejszej i Bułgarów. Istnieje legenda, że po splądrowaniu Konstantynopola całun Turyński trafił w ręce templariuszy, którzy mieli czcić tę relikwię pod postacią brodatej głowy (prawdopodobnie Jezusa z całunu), co było potem elementem oskarżenia przeciwko templariuszom. Sam całun miał po zagładzie zakonu trafić do rodziny de Charny. Oficjalna wersja jednak różni się od tej legendy, mówiąc, że krzyżowcy rzeczywiście zabrali święty całun z Konstantynopola do Aten. Został on własnością księcia Aten, również krzyżowca, Ottona de la Roche. W 1208 roku książę Otton przywiózł relikwię do Francji, do swego zamku w Le Doubs niedaleko Besançon. Święty całun stał się wspólną własnością arcybiskupa Besançon i rodziny de la Roche, później de Vergy, a następnie de Charny. W 1349 roku całun stał się wyłączną własnością rodu de Charny. 

W 1212 roku miała też miejsce I wyprawa dziecięca, która uznawana jest za mieszaninę faktów i fikcji. W kronikach wiele jest informacji o dzieciach, które jakoby miały ocalić Ziemię Świętą przed muzułmanami dzięki swoim czystym sercom. Wierzono w ich niewinność i szczerość. Zebrano 20-50 tysięcy dzieci w wieku 3-12 lat, które udały się do Marsylii. W Marsylii dwóch kupców wynajęło siedem statków, którymi obiecali przewieźć dzieci na Wschód. Po ich wypłynięciu słuch o nich zaginął. Dopiero po 18. latach wydało się, że dwa statki zatonęły, a pozostałe dzieci sprzedano jako niewolników na targu w Algierii i Egipcie. O tej wyprawie dziecięcej jest dużo więcej legend. Jedna mówi również o tym, że nie wiadomo, czy taka krucjata miała kiedykolwiek miejsce, ponieważ słowo „pueri" oznacza jednocześnie chłopca, jak i kogoś z plebsu. Możliwe więc, że nastąpił błąd podczas przepisywania kronik, roczników lub innych pism. 

Następne trzy wyprawy krzyżowe zakończyły się również niepowodzeniami. Ostatnią twierdzą krzyżowców była Akka, która padła w 1291 r. Trwający dwa wieki konflikt na tle religijnym zakończył się zwycięstwem muzułmanów - Ziemia Święta pozostała w ich rękach. 

Krucjaty, które pierwotnie organizowane były na tle głównie religijnym, spowodowały śmierć wielu ludzi oraz odbiły się głośnym echem w historii średniowiecza. Zawsze były i będą tematem spornym wśród historyków. W czasie trwania wypraw organizują się też zakony krzyżowe: Templariusze, Joannici i Krzyżacy. Istniej wiele mitów i legend, które ukazują niezwykłość i rycerskość walczących o „słuszną sprawę”- o Ziemię Świętą. Trudno stwierdzić, ile w nich prawdy, ile fikcji, jednakże jedno jest pewne - krucjaty nie były łatwą walką o Królestwo Jerozolimy, w której to piękni i zawsze młodzi rycerze na swych koniach zdobywali Ziemię Świętą z godną podziwu gracją. Uczestnikom wypraw krzyżowych towarzyszyło wycieńczenie, głód, często nawet choroby. Ich odwaga i męstwo zadziwiało, gdyż każdego dnia zmagali się z ciężką walką, w której wielu oddało swoje życie. Każdej wyprawie towarzyszyły lata trudnych zmagań i w większości wyprawy te zakończone były niepowodzeniem.

7.09.2014

Odnawialne Źródła Energii - jak rozpocząć działalność?

Autor: Marcin Borowski


1 września 2014 roku zakończyły się wstępne konsultacje dotyczące przygotowanego w Ministerstwie Gospodarki projektu „Polityki energetycznej Polski do 2050 roku”. Głównym celem zakreślonej polityki energetycznej jest stworzenie warunków dla stałego i zrównoważonego rozwoju gospodarki narodowej, zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego państwa oraz zaspokojenie potrzeb energetycznych przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Dokument przewiduje trzy cele operacyjne, mające służyć realizacji powyżej wskazanego celu głównego, a mianowicie (i) zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju, (ii) zwiększenie konkurencyjności i efektywności energetycznej gospodarki narodowej, (iii) ograniczenie oddziaływania energetyki na środowisko[1].

Przytoczone cele operacyjne, stanowiące tzw. doktrynę polityki energetycznej, w szczególności ten dotyczący zmniejszenia odziaływania szeroko rozumianej energetyki na środowisko, do czego konsekwentnie obligują kraje członkowskie organy Unii Europejskiej, a także jasno sprecyzowana droga Polski do dyferencjacji źródeł energii poprzez ekspansję odnawialnych źródeł energii związanej z zakładanym wydatnym rozwojem technologii produkcji energii ze źródeł odnawialnych (energia wiatrowa, energia słoneczna, energia wodna, geotermia, biomasa, biogaz), może w niedalekiej przyszłości okazać się dla polskich przedsiębiorców atrakcyjnym pod względem biznesowym sektorem gospodarki. Z tego względu być może warto już dziś, zakładając potencjał inwestycyjny w wytwarzaniu energii elektrycznej w odnawialnych źródłach energii, prześledzić dość restrykcyjne przecież, z uwagi na regulowany rynek energetyczny w Polsce, wymagania i procedury towarzyszące wspomnianym wyżej przedsięwzięciom.


Podmioty ubiegające się o koncesję

Najistotniejszym aktem prawnym regulującym przedmiotową materię jest ustawa z dnia 10 kwietnia 1997 roku Prawo energetyczne (Dz. U. 1997 nr 54 poz. 348), zwana w dalszej części niniejszego artykułu „Ustawą”. Zgodnie z art. 32 ust. 1 pkt 1 lit. b przywołanej Ustawy „uzyskania koncesji wymaga wykonywanie działalności gospodarczej w zakresie wytwarzania energii elektrycznej, z wyłączeniem wytwarzania energii elektrycznej w źródłach o łącznej mocy zainstalowanej elektrycznej nieprzekraczającej 50 MW niezaliczanych do odnawialnych źródeł energii lub do źródeł wytwarzających energię elektryczną w kogeneracji oraz z wyłączeniem wytwarzania energii elektrycznej z biogazu rolniczego”. Zgodnie z brzmieniem powyższego przepisu, co do zasady każda działalność gospodarcza polegająca na wytwarzaniu energii elektrycznej w odnawialnych źródłach energii (z wyjątkiem biogazu rolniczego, którego to wytwarzanie uzależnione jest od uzyskania wpisu do rejestru prowadzonego przez Prezesa Agencji Rynku Rolnego) podlega koncesjonowaniu.  

Przesłanki, których spełnienia wymaga od podmiotów ubiegających się o koncesję ustawodawca, określone są w art. 33 ust. 1 Ustawy, i są to: (i) siedziba lub miejsce zamieszkania podmiotu na terytorium UE, Konfederacji Szwajcarskiej lub państwa członkowskiego EFTA, (ii) dysponowanie środkami finansowymi w wielkości gwarantującej prawidłowe wykonywanie działalności, ewentualnie udokumentowanie możliwości ich pozyskania (iii) możliwości techniczne gwarantujące prawidłowe wykonywanie działalności (iv) zapewnienie zatrudnienia osób o właściwych kwalifikacjach zawodowych, o których mowa w art. 54 Ustawy (v) uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

W art. 33 ust. 3 Ustawy wymienione są także przesłanki negatywne do uzyskania koncesji: (i) toczące się wobec podmiotu postępowanie upadłościowe lub likwidacja, (ii) cofnięcie uprzednio przyznanej koncesji lub wykreślenie z rejestru działalności regulowanej w ciągu ostatnich 3 lat z przyczyn wskazanych w art. 58 ust. 2 i art. 71 ust. 1 ustawy z dnia 2 lipca 2004 roku o swobodzie działalności gospodarczej (Dz. U. 2004 nr 173 poz. 1807), (iii) skazanie prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo mające związek z przedmiotem działalności gospodarczej określonej Ustawą.   


Skutki braku koncesji

Jak stanowi art. 9a ust. 6 Ustawy sprzedawca energii elektrycznej jest zobowiązany, w zakresie i na zasadach określonym przez przepisy odrębne, z urzędu zakupić energię elektryczną wytworzoną w odnawialnych źródłach energii przyłączonej do sieci dystrybucyjnej lub przesyłowej znajdującej się na terenie obejmującym obszar działania tego sprzedawcy. Podmiotom nieposiadającym  koncesji, o której mowa w akapicie poprzedzającym, nie przysługuje prawo żądania zakupu wytworzonej energii, ani też prawo pierwszeństwa w świadczeniu usług jej przesyłania lub dystrybucji.    

Oprócz powyższego wyłącznie koncesjonowane przedsiębiorstwa energetyczne i zarejestrowane przedsiębiorstwa wytwarzające biogaz rolniczy mogą się ubiegać o tzw. Zielone Certyfikaty Energetyczne, za pomocą których identyfikuje się przede wszystkim źródło energii, datę i miejsce jej wyprodukowania, a także na wniosek producenta informacje na temat rodzaju i mocy elektrowni, a które to certyfikaty są gwarantem „ekologiczności” pochodzenia energii, co może stanowić dla przedsiębiorcy handicap marketingowy.

Ponadto podmiot wykonujący działalność gospodarczą bez wymaganej koncesji lub wymaganego wpisu do rejestru przedsiębiorstw energetycznych zajmujących się wytwarzaniem biogazu, zgodnie z art. 601 ustawy z dnia 20 maja 1971 roku Kodeks wykroczeń (Dz. U. 1971 nr 12 poz. 114) podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.


Promesa koncesji

Z art. 43 ust. 1 Ustawy wynika, że każdy podmiot zamierzający prowadzić działalność gospodarczą związaną z wytwarzaniem energii elektrycznej może ubiegać się wydanie promesy koncesji, stanowiącej, można powiedzieć, swoiste przyrzeczenie jej udzielenia. Okres ważności udzielonej promesy nie może być krótszy niż 6 miesięcy. Nie daje ona jednak prawa do prowadzenia działalności ani innych przywilejów w zakresie określonym przez docelową koncesję. W przypadku gdy stan faktyczny lub prawny podany we wniosku o wydanie promesy nie uległ zmianie, organ jest zobowiązany do wydania koncesji zgodnie z treścią promesy. Promesa w znacznym stopniu ułatwia realizację wstępnego etapu procesu inwestycyjnego polegającego m. in. na uzyskaniu finansowania projektu.


Wniosek o udzielenie koncesji

Wniosek o udzielenie koncesji należy przesłać co do zasady do Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, z tym jednak zastrzeżeniem, że wniosek, który obejmuje źródło odnawialne wykorzystujące w procesie przetwarzania energię spadku rzek, promieniowania słonecznego, wiatru, geotermalną, aerotermalną, fal, pływów morskich i prądów lub pozyskiwaną z biogazu powstałego w procesach odprowadzania lub oczyszczania ścieków albo rozkładu składowanych szczątków roślinnych i zwierzęcych, należy złożyć we właściwym miejscowo Oddziale Terenowym Urzędu Regulacji Energetyki.  

Przedmiotowy wniosek o udzielenie koncesji lub odpowiednio promesy koncesji powinien zawierać, zgodnie z treścią art. 35 ust. 1 Ustawy, w szczególności (i) oznaczenie wnioskodawcy i jego siedziby lub miejsca zamieszkania, a w razie ustanowienia pełnomocników do dokonywania czynności prawnych w imieniu przedsiębiorcy – również ich imiona i nazwiska, (ii) określenie przedmiotu oraz zakresu prowadzonej działalności, na którą ma być wydana koncesja, (iii) informacje o dotychczasowej działalności wnioskodawcy, w tym sprawozdania finansowe z ostatnich 3 lat, jeżeli podmiot prowadzi działalność gospodarczą, (iv) określenie czasu, na jaki koncesja ma być udzielona, wraz ze wskazaniem daty rozpoczęcia działalności, (v) określenie środków, jakimi dysponuje podmiot ubiegający się o koncesję, w celu zapewnienia prawidłowego wykonywania działalności objętej wnioskiem, (vi) numer w rejestrze przedsiębiorców albo ewidencji działalności gospodarczej oraz numer identyfikacji podatkowej NIP. Do wniosku powinny zostać załączone dokumenty (i) potwierdzające, że przedsiębiorca spełnia warunki organizacyjne zapewniające prawidłowe wykonywanie działalności objętej koncesją (promesą koncesji), (ii) dokumenty wskazujące, że spełnione są warunki techniczne zapewniające prawidłowe wykonywanie działalności gospodarczej oraz (iii) dokumenty wskazujące posiadanie możliwości finansowych zapewniających prawidłowe wykonywanie działalności objętej koncesją.


Podsumowanie

Mimo postępującej liberalizacji polskiej gospodarki, objawiającej się w deregulacji i pozostawieniu w obszarze koncesjonowania już tylko siedmiu sektorów działalności gospodarczej, szeroko rozumiana energetyka, ze względu na specyficzny charakter pozostaje w dalszym ciągu pod licznymi obostrzeniami proceduralnymi nałożonymi ze strony administracji państwowej. Niewątpliwym jest, że regulacje w przedmiotowej materii są, ze względu na bezpieczeństwo energetyczne Polski, niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania rynku energetycznego tak w zakresie wytwarzania energii jak i jej późniejszej dystrybucji. Niemniej jednak w gospodarce wolnorynkowej potrzebne są także takie mechanizmy, które zapewnią przedsiębiorcom przejrzyste i spójne ramy zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej polegającej na wytwarzaniu energii elektrycznej również, a może, ze względu na dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23  kwietnia  2009  roku w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych, w szczególności z odnawialnych źródeł energii. Powinniśmy zatem oczekiwać od ustawodawcy podjęcia stosownych działań, upraszczających powyżej opisaną procedurę, mających na celu zachęcenie prywatnych podmiotów do inwestowania w odnawialne źródła energii, co pozytywnie wpłynie zarówno na bezpieczeństwo energetyczne kraju poprzez dywersyfikację źródeł, jak i na środowisko naturalne.


[1] http://www.mg.gov.pl/files/upload/21411/PrezentacjaPEP2050_popr.pdf

15.07.2014

Mundial, bukmacherka i ustawa hazardowa

Autor: Marcin Borowski


Zakończyły się Mistrzostwa Świata 2014 w piłce nożnej. Przez ponad miesiąc byliśmy świadkami rywalizacji najlepszych reprezentacji w tej najpopularniejszej na świecie  dyscyplinie sportu. W tym czasie padło wiele goli, kibice uronili wiele łez smutku i radości, a bukmacherzy, co zawsze towarzyszy tego rodzaju imprezom, odnotowali wzmożoną aktywność hazardzistów, zawierających ogromną liczbę zakładów. Bez wątpienia do tego grona zaliczyć należy dziesiątki tysięcy Polaków, którzy pomimo braku reprezentacji naszego kraju w Brazylii, udali się do bukmacherów, bądź skorzystali z usług internetowych serwisów bukmacherskich. Ale czy było to w pełni legalne?  

W Polsce 1 stycznia 2010 roku weszła w życie ustawa z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych (Dz. U. 2009 nr 201 poz. 1540) zwana potocznie „ustawą hazardową”. Od samego początku wzbudzała liczne kontrowersje tak w środowisku hazardzistów jak i przedstawicieli doktryny prawniczej. Skonstruowana w stosunkowo dużym pośpiechu miała być odpowiedzią rządu na tzw. „aferę hazardową”. Jak to zazwyczaj bywa w praktyce z naprędce konstruowanymi aktami prawnymi, legislatorzy nie ustrzegli się błędów legislacyjnych mających konsekwencje w stosowaniu norm tam zawartych.

Ustawa hazardowa wyróżnia w art. 2 trzy rodzaje gier hazardowych. Pierwsza kategorią są gry losowe, a więc gry o wygrane pieniężne lub rzeczowe, których wynik w szczególności zależy od przypadku, a warunki gry określa regulamin np. gry liczbowe, loterie pieniężne, gry w karty, gry w kości, bingo, telebingo, loterie fantowe, loterie promocyjne, loterie audio tekstowe. Do drugiej kategorii zaliczamy zakłady wzajemne np. totalizatory polegające na odgadywaniu wyników sportowego współzawodnictwa ludzi lub zwierząt, w których uczestnicy wpłacają stawki, a wysokości wygranej zależy od łącznej kwoty wpłaconych stawek i bukmacherstwo  polegające na odgadywaniu zaistnienia różnych zdarzeń, w których uczestnicy wpłacają stawki, a wysokość wygranych zależy od umówionego, między przyjmującym zakład a wpłacającym stawkę, stosunku wpłaty do wygranej. Ostatnią kategorią są gry na automatach np. na urządzeniach mechanicznych, elektromechanicznych lub elektronicznych w tym komputerowych o wygrane pieniężne lub rzeczowe w których gra zawiera element losowości.

Jak zostało wspomniane we wstępie, przedmiotem niniejszego artykułu będą zakłady bukmacherskie, w szczególności te dokonywane drogą elektroniczną, a więc przez internet. Naziemni bukmacherzy posiadają bowiem wszelkie wymagane przepisami ustawy hazardowej zezwolenia, odprowadzają podatki, a przepisy są w tej kwestii zrozumiałe.

Kwestie dopuszczalności internetowych gier hazardowych w Polsce reguluje art. 29a ustawy hazardowej który stanowi: „1. Zakazane jest urządzanie gier hazardowych przez sieć Internet. 2. Zakazane jest uczestniczenie w grach hazardowych urządzanych przez sieć Internet. 3. Zakazy określone w ust. 1 i 2 nie dotyczą urządzania zakładów wzajemnych przez sieć Internet na podstawie udzielonego zezwolenia.” Ustawa zabrania wprost urządzania gier hazardowych przez internet, co ustawodawca tłumaczy ochroną konsumenta przed ewentualnymi oszustwami czy manipulacjami ze strony bukmacherów, co byłoby niezwykle trudne do wykrycia ze względu na charakter tego popularnego medium. Dopuszczony został wyjątek w postaci zakładów wzajemnych, a to ze względu na fakt, iż przedmiotem gry jest obstawienie jakiegoś zdarzenia, które w żadnym stopniu nie jest uzależnione od bukmachera, a bukmacher jedynie umożliwia przez internet zawarcie zakładu, co nie niesie za sobą zagrożeń, o których mowa w zdaniu poprzedzającym. Minister finansów zgodnie z ustawą hazardową wydaje zezwolenia na prowadzenie zakładów wzajemnych za pomocą internetu i gra u bukmacherów posiadających powyższe jest w pełni legalna. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zawarcie zakładu umożliwia nam podmiot, legalnie działający w innym państwie, ale nie posiadający zezwolenia Ministra Finansów.    

Przedstawiciele doktryny nie są w tej kwestii zgodni. Kodeks Karny Skarbowy w art. 107 stanowi: „§1. Kto wbrew przepisom ustawy lub warunkom koncesji lub zezwolenia urządza lub prowadzi grę losową, grę na automacie lub zakład wzajemny, podlega karze grzywny do 720 stawek dziennych albo karze pozbawienia wolności do lat 3, albo obu tym karom łącznie. §2. Tej samej karze podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uczestniczy w zagranicznej grze losowej lub zagranicznym zakładzie wzajemnym.” Jak wynika z powyższego „uczestnictwo w zagranicznym zakładzie wzajemnym” jest karalne w Polsce. Celem odkodowania normy prawnej zawartej w przedmiotowym przepisie należy przede wszystkim ustalić czym jest zagraniczny zakład wzajemny. Ustawa nie definiuje tego pojęcia. Ponadto należy mieć także na względzie art. 109 K.k.s. który stanowi: „Kto uczestniczy w grze losowej, zakładzie wzajemnym, grze na automacie, urządzonych lub prowadzonych wbrew przepisom ustawy lub warunkom koncesji lub zezwolenia, podlega karze grzywny do 120 stawek dziennych.” Nie jest możliwym na mocy polskiego ustawodawstwa jednoznaczne ustalenie, czy zawarcie zakładu z bukmacherem nie posiadającym zezwolenia w Polsce, ale posiadającym zezwolenie w innym kraju unijnym jest czynem wypełniającym znamiona przestępstwa czy nie, ani czy zakład taki będzie „zagranicznym zakładem wzajemnym”. Przede wszystkim ograniczenie możliwości oferowania usług  przez bukmacherów z innego kraju Unii Europejskiej wydaje się, że godzi w zasadę będącą jednym z filarów funkcjonowania Unii tj. zasadę swobody świadczenia usług.

W tym miejscu odniesiemy się do przepisów wspólnotowych, a przede wszystkim do wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Zielona Księga w sprawie gier hazardowych oferowanych w Internecie w obrębie rynku wewnętrznego z dnia 24 marca 2011 roku stanowi, że „usługi w zakresie gier hazardowych są objęte art. 56 TFUE (art. 56 TFUE: „W ramach poniższych postanowień ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli Państw Członkowskich mających swe przedsiębiorstwo w Państwie Członkowskim innym niż Państwo odbiorcy świadczenia”) i tym samym przepisami w sprawie świadczenia usług. Zgodnie z tymi przepisami operatorzy uprawnieni w jednym państwie członkowskim mogą udostępniać swoje usługi konsumentom w innych państwach członkowskich, o ile państwa te nie nakładają ograniczeń, takich jak ochrona konsumenta lub ogólna potrzeba zachowania porządku publicznego, które byłyby uzasadnione nadrzędnym interesem publicznym. Ta ogólna polityka państw członkowskich stosowana wobec gier hazardowych oferowanych w Internecie musi być proporcjonalna, a także stosowana w sposób spójny i systematyczny. Ponadto takie ograniczenia muszą być jednocześnie spójne z wtórnym prawodawstwem.” Ponadto ETS wielokrotnie podejmował problematykę gier hazardowych w kontekście zasady swobody świadczenia usług: Sprawa Schindler (C-275-92) - ETS uznaje, iż świadczenie transgranicznych usług hazardowych jest objęte zakresem obowiązywania Traktatu, Sprawa Gambelli (C-243/01) - ETS uznaje, że przepisami traktatu objęte są również usługi oferowane drogą elektroniczną, oraz że krajowe przepisy zakazujące operatorom mającym siedzibę w jednym państwie członkowskim oferowania w internecie usług w zakresie gier hazardowych konsumentom w innym państwie członkowskim utrudniające swobodę otrzymywania usług oferowanych przez usługodawcę mającego siedzibę w innym państwie członkowskim bądź korzystania z nich, stanowi ograniczenie swobody świadczenia usług, Sprawa Goldbet (C‑660/11 i C‑8/12) - Uregulowania krajowe zakazujące przyjmowania zakładów wzajemnych bez koncesji wydanej przez dane państwo członkowskie stanowią ograniczenie swobody świadczenia usług, a także sprawy Placanica (C-338/04) czy Santa Casa (C-42/07).

Jak wynika z powyższego, z jednej strony ustawa hazardowa zabrania korzystania przez polskie podmioty z zagranicznych serwisów bukmacherskich, co dodatkowo potwierdza ustawa z dnia z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. 2002 nr 144 poz. 1204) w art. 3a1: „Świadczenie usług drogą elektroniczną w zakresie gier hazardowych podlega prawu polskiemu, w przypadku gdy gra hazardowa jest urządzana na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub usługobiorca uczestniczy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w grze hazardowej, lub usługa jest kierowana do usługobiorców na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności dostępne jest korzystanie z niej w języku polskim lub jest reklamowana na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”, z drugiej strony ETS uznaje takie działania za ograniczenie swobody świadczenia usług chyba, że ograniczenia, o których mowa w Zielonej Księdze będą stosowane w sposób niedyskryminujący i będą proporcjonalne tj. odpowiednie dla uzyskania celu, który realizują, a ponadto nie będą wykraczać poza to co jest niezbędne dla jego osiągnięcia.

Problemem ustawy hazardowej zajęła się pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska. W obawie przed ewentualnymi sankcjami ze strony organów wspólnotowych, w praktyce grzywny, o których mowa art. 107 i 109 K.k.s. nie są egzekwowane. Może się to zmienić po zakończeniu postępowania przed Komisją Europejską. Ewentualne orzeczenie w przedmiocie braku znamion ograniczania swobody usług przez ustawę hazardową bez wątpienia pociągnie za sobą lawinę grzywien nakładanych na hazardzistów. Nie od dziś bowiem wiadomym jest, że jedynym celem przyświecającym Rządowi przy konstruowaniu przedmiotowej ustawy było podreperowanie stanu finansów państwa, a nie faktyczna ochrona społeczeństwa przez hazardem. Wygląda więc na to, że zawartość portfeli graczy uratować jest w stanie tylko Unia Europejska.

8.06.2014

Klauzule abuzywne w świetle zmiany linii orzeczniczej SOKiK

Autor: Marcin Borowski


Temat klauzul niedozwolonych w regulaminach od kilku lat wzbudza skrajne odczucia wśród uczestników obrotu konsumenckiego. Z jednej strony  wprowadzeniu regulacji mającej na celu ochronę szeroko pojętego dobra konsumenta w relacji z podmiotem profesjonalnie trudniącym się daną działalnością gospodarczą, co do idei, należy oddać słuszność, z drugiej jednak strony, regulacja ta stała się, co bez wątpienia nie było zamierzeniem ustawodawcy, instrumentem w rękach różnych podmiotów do wykorzystywania jej, w sposób nieetyczny, do zaspokajania indywidualnych interesów majątkowych. Podmioty te, mając świadomość zbędności wydania wyroku narażają przedsiębiorców na dodatkowe koszty związane z prowadzonym postępowaniem sądowym, nie przyczyniając się jednocześnie do polepszenia sytuacji konsumentów, przy czym masowy charakter ich działania objawiający się kierowaniem do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielotysięcznych partii lakonicznie uzasadnionych pozwów nakazuje przyjąć, że jedynym motywem ich działania jest chęć osiągnięcia korzyści w postaci zasądzonych kosztów procesu.

O ile usprawiedliwianie przedsiębiorców stosujących w obrocie konsumenckim klauzul niedozwolonych w swoich regulaminach należy bezsprzecznie uznać za wysoce szkodliwe dla interesu konsumentów, o tyle skala konsekwencji finansowych jakie wiązały się z przedmiotowymi postępowaniami była nieadekwatna do popełnionego czynu. Co więcej niniejsze konsekwencje odnosiły skutek nie tylko w stosunku do konkretnego przedsiębiorcy ale też miały niebagatelny wpływ na ogół, w szczególności małych, przedsiębiorstw w Polsce. 

Problem został dostrzeżony stosunkowo wcześnie, lecz takie a nie inne przepisy nie pozwalały samym sądom, w szczególności Sądowi Najwyższemu, tego problemu rozwiązać, a ustawodawca zdawał się nie dostrzegać upadających przedsiębiorstw, niemoralnego wykorzystywania niedopatrzenia legislacyjnego i sytuacji sądów zasypywanych coraz to nowszymi sprawami, które nijak się miały do ochrony konkurencji i praw konsumenta.

Zdaje się, że nakreślony powyżej, w dużym skrócie, patologiczny proceder masowych postępowań o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone, szczęśliwie dobiega końca. Niezależnie od najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zmienił linię orzeczniczą i odrzuca pozwy. Co więcej Sąd Apelacyjny w Warszawie w dziesięciu ostatnich apelacjach w przedmiotowej sprawie oddala apelacje stron powodowych.

Problem wytaczania powództw o uznanie tego samego lub podobnego postanowienia niedozwolonego przeciwko temu samemu lub innemu przedsiębiorcy był już kilkukrotnie przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego. Obecne nowe orzeczenia Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów odwołują się do wcześniejszego orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 19 stycznia 2003 roku, sygn. akt III CZP 95/03. Natomiast do tej pory Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów orzekał zgodnie z orzeczeniem z dnia 7 października 2008 roku, sygn. akt III CZP 80/08.

Zdaniem Sądu Najwyższego w orzeczeniu z 2003 roku powaga rzeczy osądzonej wyroku uznającego postanowienie wzorca umowy za niedozwolone wyłącza – od chwili wpisania tego postanowienia do rejestru (art. 47943 w związku z art. 365 i 47945 § 2 K.p.c.) – ponowne wytoczenie powództwa w tym przedmiocie, także przez osobę nie biorącą udziału w sprawie, w której wydano wyrok. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że art. 47943 K.p.c. przewiduje skuteczność takiego wyroku nie tylko w stosunku do stron procesu, lecz także wobec osób trzecich. Uznał też, że pomimo braku wyraźnego zastrzeżenia w treści art. 366 K.p.c., prawomocny wyrok ma powagę rzeczy osądzonej także w stosunku do innych osób niż strony procesu, jeżeli wynika to z ustawy. Przyjęte rozwiązanie pozwala uniknąć prowadzenia kilku postępowań, z których każde musiałoby zakończyć się identycznym rozstrzygnięciem merytorycznym, jak również służy realizacji celu postępowania w sprawie o uznanie postanowień wzorca za niedozwolone, którym jest usunięcie niedozwolonych postanowień z obrotu ze skutkiem nie tylko dla stron procesu, lecz także wobec osób trzecich.

Sąd Najwyższy natomiast w uchwale z 2008 roku przyjął odmiennie niż w poprzednim orzeczeniu, że rozszerzona prawomocność wyroku uwzględniającego powództwo o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone (art. 47943 w związku z art. 365 K.p.c.) nie wyłącza możliwości wytoczenia powództwa przez tego samego lub innego powoda – w tym także przez organizację społeczną działającą na rzecz ochrony interesów konsumentów – przeciwko innemu przedsiębiorcy, niebiorącemu udziału w postępowaniu, w którym zapadł wyrok, stosującemu takie same lub podobne postanowienia wzorca, jak wpisane do rejestru, o którym mowa w art. 47945 § 2 K.p.c. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że ustalenie czy sprawa o to samo roszczenie pomiędzy tymi samymi stronami została prawomocnie osądzona, uzasadniające odrzucenie pozwu, wymaga określenia przedmiotu rozstrzygnięcia i jego podstawy faktycznej. W sprawie o uznanie postanowienia wzorca umowy za niedozwolone sąd dokonuje kontroli określonego postanowienia konkretnego wzorca, uwzględniając przy tym pozostałe postanowienia tego wzorca. Stąd powaga rzeczy osądzonej wyroku wydanego w danej sprawie nie może obejmować takich samych lub podobnych postanowień innego wzorca stosowanego przez innego przedsiębiorcę. Przyjęcie wniosku przeciwnego mogłoby skutkować ograniczeniem prawa do sądu zainteresowanego przedsiębiorcy, wobec niewystarczających gwarancji procesowych związanych z możliwością zgłoszenia interwencji ubocznej, co nie jest konieczne dla realizacji zbiorowego interesu konsumentów.

W uzasadnieniach Sąd Apelacyjny w Warszawie w przedmiotowych sprawach (sygn. akt VI ACa 1233/12 z dnia 5 marca 2013 roku, VI ACa 459/13 z dnia 23 października 2013 roku, VI ACa 744/13 z dnia 20 grudnia 2013 roku, VI ACa 1122/13 z dnia 21 lutego 2014 roku, VI ACa 1585/12 z dnia 20 czerwca 2013 roku, VI ACa 1126/13 z dnia 19 lutego 2014 roku, VI ACa 1497/12 z dnia 4 lipca 2013 roku, VI ACa 934/12 z dnia 3 grudnia 2012 roku, VI ACa 192/13 z dnia 11 września 2013 roku, VI ACa 812/13 z dnia 12 grudnia 2013 roku) podnosi, że w niniejszej sprawie zachodzi rozszerzona prawomocność materialna wyroku, która stanowi przeszkodę procesową dla ponownego rozpoznawania sprawy dotyczącej uznania za niedozwolone postanowień wzorców umowy, które zostały uznane za niedozwolone prawomocnymi wyrokami wpisanymi do rejestru prowadzonego przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Dostrzega także, że w doktrynie istnieje spór czy rozszerzona prawomocność materialna takich wyroków wyłącza także możliwość wytoczenia powództwa przeciwko innemu przedsiębiorcy, stosującemu postanowienie, którego stosowanie zakazano, w postępowaniu wytoczonym przeciwko innemu przedsiębiorcy. Sąd Apelacyjny w Warszawie podziela jednak pogląd wyrażony przez Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 19 grudnia 2003 roku, w której wskazuje, że celem podstawowym postępowania w sprawach o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone jest usunięcie postanowień wzorca uznanych za abuzywne z obrotu ze skutkiem nie tylko dla stron procesu, lecz także wobec osób trzecich. Oznacza to w sposób oczywisty, zdaniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie, że powaga rzeczy osądzonej wynikająca z rozszerzonej mocy wiążącej, o jakiej mowa w art. 47943 K.p.c. obejmuje również po stronie pozwanej innych przedsiębiorców, którzy posługują się wzorcem umowy zawierającym postanowienie wpisane do rejestru prowadzonego przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, uznając konkretne postanowienia wzorca umowy za abuzywne, wyłącza je z wszelkich wzorców umów, niezależnie od przedsiębiorcy posługującego się tym wzorcem. Wskazuje też, że rejestr postanowień wzorców umowy uznanych za niedozwolone jest jawny. Jawność ta pozwala przedsiębiorcom formułującym własny wzorzec na zapoznanie się z postanowieniami wzorców uznanymi za niedozwolone, których stosowanie zostało zakazane i respektowanie wyroku sądu, na podstawie którego wpis został dokonany. W przeciwnym razie stosowną interwencję powinien podjąć już Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na podstawie art. 24 ust 2 pkt. 1 ustawy z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów.

Jak wynika z powyższego, także przez niejednolite stanowisko Sądu Najwyższego, zmiana linii orzeczniczej wzbudza liczne kontrowersje. Niemniej jednak, z powodu opieszałości naszych polityków, ten nieuzasadniony aksjologicznie proceder musiał zostać w jakiś sposób zahamowany. Stosując teleologiczną wykładnię przepisów wydaje się, że sądy powinny postąpić właśnie w taki sposób, bowiem z pewnością zamiarem ustawodawcy nie było nękanie przedsiębiorców, a ochrona nas wszystkich – konsumentów.

26.05.2014

Zlecenie w prawie rzymskim i polskim prawie cywilnym

Autor: Maja Rudzka


Przedmiotem mojego referatu będzie porównanie „zlecenia” w prawie rzymskim i polskim prawie cywilnym. Mimo iż nasze obecne prawo czerpie w większości z dorobku rzymskiego, w niektórych kwestiach ta popularna forma korzystania z usług różni się, i to właśnie postaram się dowieść w mojej pracy. 

Zlecenie w prawie rzymskim było kontraktem konsensualnym o wdzięcznej nazwie „mandatum”. Na jego podstawie zleceniobiorca (mandatariusz) zobowiązywał się wobec zleceniodawcy (mandant) do bezpłatnego wykonania określonych czynności w interesie zleceniodawcy lub osoby trzeciej. Istotnymi elementami zlecenia były zatem: porozumienie stron, działanie mandatariusza oraz interes mandanta lub osoby trzeciej. Przedmiotem mandatu mogła być zarówno czynność faktyczna jak i czynność prawna. 

W polskim prawie cywilnym, informacje na temat zlecenia znajdują się w Kodeksie Cywilnym. Według zawartego tam art. 734 § 1. „Przez umowę zlecenia przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do dokonania określonej czynności prawnej dla dającego zlecenie”. Mimo użytego sformułowania „czynności prawnej”, B. Fuchs wskazuje, że art. 734 obejmuje zarówno czynności prawne jak i inne faktyczne- zupełnie jak w czasach rzymskich. 

Do uzupełnienia definicji zlecenia w polskim prawie cywilnym warto jednak wskazać art. 735  § 1: „ Jeżeli ani z umowy, ani z okoliczności nie wynika, że przyjmujący zlecenie zobowiązał się wykonać je bez wynagrodzenia, za wykonanie zlecenia należy się wynagrodzenie § 2. Jeżeli nie ma obowiązującej taryfy, a nie umówiono się o wysokość wynagrodzenia, należy się wynagrodzenie odpowiadające wykonanej pracy” i jest ono -w zasadzie- płatne dopiero po wykonaniu zlecenia (art. 744 „W razie odpłatnego zlecenia wynagrodzenie należy się przyjmującemu dopiero po wykonaniu zlecenia, chyba że co innego wynika z umowy lub z przepisów szczególnych”). W razie wcześniejszego wypowiedzenia może być należne jedynie częściowo. Gdyby wykonanie zlecenia stało się niemożliwe z przyczyn niezależnych od oby stron, przyjmującemu należy się co najmniej zwrot wydatków i nakładów poczynionych w celu należytego wykonania zlecenia. 

Zauważyć można więc podstawową różnicę w kwestii zapłaty za zlecenie. W prawie rzymskim żądanie zapłaty za tego rodzaju świadczenia stało w kolizji z dobrymi obyczajami. Dopuszczalne było jedynie przyjęcie wynagrodzenia dobrowolnie zaofiarowanego przez mandanta. W zwyczaju przyjęto, że wdzięczny mandat zazwyczaj pamiętał również, aby umieścić mandatariusza w sowim testamencie i przysporzyć mu jakąś rzecz w ramach wdzięczności. Bądź co bądź, praktyka ta zmieniła się za pryncypatu, kiedy to mandatariusze zaczynają domagać się wynagrodzenia za wykonanie czynności (honorarium), ale prawo taką praktykę sankcjonowało. 

W prawie rzymskim zlecone czynności, w przeciwieństwie do tych, które były przedmiotem najmu usług, miały raczej charakter pracy umysłowej, wymagającej pewnych kwalifikacji (operae liberales). Zlecana czynność leżała na ogół w interesie dającego zlecenie albo osoby trzeciej. Czynność, która by leżała wyłącznie w interesie przyjmującego zlecenie nie rodziła skutków prawnych, traktowano ją jako dobrą radę. Inną cechą było również to, iż należało do kontraktów dwustronnie zobowiązujących niezupełnych. Dłużnikiem głównym był mandatariusz, choć w pewnych okolicznościach również dający zlecenie mógł stać się dłużnikiem mandatariusza. Zarówno zleceniobiorca jak i zleceniodawca odpowiadali za wszystkie ‘winy’ (omnis culpa). 

Według Kodeksu Cywilnego, umowa zlecenia określa z reguły rodzaj wykonywanej czynności i nie może w zasadzie polegać na pozostawaniu do dyspozycji zlecającego i wykonywania stosownie do jego potrzeb czynności na bieżąco, gdyż taki rodzaj umowy jest już kwalifikowane do umowy o pracę. 

Zleceniobiorca powinien wykonać zlecenie osobiście i stosować się do wskazanego przez zleceniodawcę sposobu wykonania zlecenia (art. 737). Gdyby nie otrzymał takich wiążących wskazówek, powinien kierować się przedmiotem zobowiązania, obowiązującym prawem i działać z odpowiednią starannością. Jedynie w szczególnych sytuacjach, zleceniobiorca może się zastąpić osobą trzecią (art. 738). Zastępca taki staje się odpowiedzialny za wykonanie zlecenia zarówno wobec powierzającego mu zastępczo wykonanie zlecenia, jak i wobec dającego zlecenie. Przyjmujący zlecenie ponosi odpowiedzialność za czynności swojego zastępcy wtedy, gdy nie powiadomi dającego zlecenie o zastąpieniu się nim. Wszystkie przepisy dotyczące zastępcy zlecenia zawarte są kolejno w art. 738- 741 Kodeksu Cywilnego. Dodatkowo art. 745 dodaje: „Jeżeli kilka osób dało lub przyjęło zlecenie wspólnie, ich odpowiedzialność względem drugiej strony jest solidarna”.  

Po wykonaniu zlecenia zleceniobiorca rzymski zobowiązany był do rozliczenia się ze swojej działalności. Winien przelać na mandanta wszystko to, co uzyskał w wyniku wykonania mandatu, ale też sam nie powinien ponieść strat majątkowych. Dlatego też mandat zobowiązany był zwrócić mu ewentualne nakłady i pokryć szkodę poniesioną w związku z realizacją zlecenia. Podobnie jest obecnie w polskim prawie cywilnym. Według art. 742 „ Dający zlecenie powinien zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia, wraz z odsetkami ustawowymi; powinien również zwolnić przyjmującego zlecenie od zobowiązań, które ten w powyższym celu zaciągnął w imieniu własnym”, a dodatkowo art. 743 mówi, że „Jeżeli wykonanie zlecenia wymaga wydatków, dający zlecenie powinien na żądanie przyjmującego udzielić mu odpowiedniej zaliczki”. 

Jeśli chodzi o przypadki, w których zleceniobiorca miał występować wobec osób trzecich, w prawie rzymskim mandatum zawierało w sobie umocowanie do występowania w imieniu mandanta przy takich czynnościach, które do swej pełnej skuteczności wymagały zatwierdzenia ze strony mocodawcy (ratihabitatio). Ratihabitatio była np. wymagana przy zastępstwie procesowym przez prokuratora działającego bez mandatu (tzw. falsus procurator). Polskie prawo cywilne również zakłada taką możliwość. Art. 734 § 2 mówi: „W braku odmiennej umowy zlecenie obejmuje umocowanie do wykonania czynności w imieniu dającego zlecenie. Przepis ten nie uchybia przepisom o formie pełnomocnictwa”.  Należy  podkreślić, że domniemanie pełnomocnictwa może wejść w grę tylko wówczas, gdy przedmiotem zlecenia jest dokonanie czynności prawnej. Obecnie radca prawny, aby mógł wykonać umowę o zastępstwo strony przed sądem, musi otrzymać od strony stosowne pełnomocnictwo procesowe- co najmniej pełnomocnictwo do prowadzenia sprawy, które obejmuje w szczególności umocowanie do wszystkich łączących się ze sprawą czynności procesowych. 

Zlecenie w prawie rzymskim wygasało na skutek śmierci jednej ze stron, cofnięcie zlecenia ze strony mandanta i w skutek zrzeczenia się przez mandatariusza, jeśli nie naraziło to na szkodę zleceniodawcy. Dziś w prawie polskim strony mogą natomiast zastrzec, że zlecenie wygaśnie w razie śmierci albo na skutek utraty przez zleceniodawcę zdolności do czynności prawnych. Jego śmierć jest niewątpliwie ważnym powodem wypowiedzenia umowy przez jego spadkobierców. Inna jest sytuacja w razie śmierci lub utraty zdolności do czynności prawnych przez zleceniobiorcę. Zlecenie owszem wygasa -chyba, że strony zastrzegły w umowie inaczej, lecz spadkobiercy przyjmującego zlecenie nie odpowiadają za jego zobowiązanie wobec zleceniodawcy. Ponadto według Art. 746 § 1 „Dający zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Powinien jednak zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia; w razie odpłatnego zlecenia obowiązany jest uiścić przyjmującemu zlecenie część wynagrodzenia odpowiadającą jego dotychczasowym czynnościom, a jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, powinien także naprawić szkodę. § 2. Przyjmujący zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Jednakże gdy zlecenie jest odpłatne, a wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, przyjmujący zlecenie jest odpowiedzialny za szkodę. § 3. Nie można zrzec się z góry uprawnienia do wypowiedzenia zlecenia z ważnych powodów”. Zlecenie opiera się zatem na wzajemnym zaufaniu stron.

Dawne prawo rzymskie i obecne prawo cywilne mają wiele wspólnego, ale w niektórych kwestiach różnią się. Mimo wszystko, dorobek rzymskiego prawa bardzo przyczynił się do ukształtowania „zlecenia” i możemy korzystać z tej formy korzystania z usług po dziś dzień.